Jurajskie spacery
: niedziela 14 mar 2010, 17:07
Mam nadzieje, ze ten watek nie bedzie skladal sie tylko z relacji pierwszego spaceru. :]
Poki co zawiazala sie niewielka, acz silna
grupa 3 ogarow mieszkajacych w okolicach Czestochowy, ktore mam nadzieje, ze beda sie czasem spotykac na spacerach po przepieknych jurajskich okolicach. A moze i grupa urosnie kiedys w (ogarza) sile? Kto wie... 
Z pierwszym wspolnym spacerem od dawna juz czekalismy na te cieplejsze dni. I oto mamy polowe marca, w kalendarzu prawie wiosna. Ale dzis rano powaznie zastanawialam sie, czy nie odlozyc tego na kiedy indziej. Tak strasznie sypalo mokrym sniegiem, plucha niemozebna - brrr, ze psy nie chcialy z domu wyjsc. No ale po przejechaniu jakichs 40 km dostalismy sie w strefe slonca, ktore przez co najmniej pol godziny umilalo nam spacerek. Przed i po - padal snieg.
Mysle wiec, ze warunki zawsze beda nam sprzyjac, trzeba sie tylko organizowac!
Kontrabas zaraz na poczatku postanowil zwiedzic okolice i zniknal nam na dobry kwadrans z oczu, dajac sie tylko czasem uslyszec z oddali. Po powrocie (bardzo szybki wrocil i grzecznie
) zostal przypiety do dlugiej smyczy i tyle bylo jego biegania, co na poczatku.
Dzieki Agnieszko za zaproszenie w fajne miejsce, wrocilismy zmeczeni, przemoczeni, ale warto bylo.
A psy spia jak umarlaki 
Wklejam troche zdjec, jakie udalo mi sie pstryknac. Niestety, zazwyczaj w kadr lapaly sie ogony.
Ale co tam. 
Lycar, Minuta i Kontrabas - pierwsze spotkanie:
Poki co zawiazala sie niewielka, acz silna


Z pierwszym wspolnym spacerem od dawna juz czekalismy na te cieplejsze dni. I oto mamy polowe marca, w kalendarzu prawie wiosna. Ale dzis rano powaznie zastanawialam sie, czy nie odlozyc tego na kiedy indziej. Tak strasznie sypalo mokrym sniegiem, plucha niemozebna - brrr, ze psy nie chcialy z domu wyjsc. No ale po przejechaniu jakichs 40 km dostalismy sie w strefe slonca, ktore przez co najmniej pol godziny umilalo nam spacerek. Przed i po - padal snieg.

Kontrabas zaraz na poczatku postanowil zwiedzic okolice i zniknal nam na dobry kwadrans z oczu, dajac sie tylko czasem uslyszec z oddali. Po powrocie (bardzo szybki wrocil i grzecznie


Dzieki Agnieszko za zaproszenie w fajne miejsce, wrocilismy zmeczeni, przemoczeni, ale warto bylo.


Wklejam troche zdjec, jakie udalo mi sie pstryknac. Niestety, zazwyczaj w kadr lapaly sie ogony.


Lycar, Minuta i Kontrabas - pierwsze spotkanie: