Strona 81 z 127

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: poniedziałek 18 lip 2011, 14:57
autor: zybalowie
wszoleczek pisze:I jak? Jesteście już na nowych śmieciach czy dalej na starych śpicie?
Już na swoim :-) Właśnie podłączyliśmy internet (stałe łącze, hurrra!), ale póki co modem razem z laptopem stoi w szafie na korytarzu ;P

Na razie mamy tu chaos, dopiero skończyliśmy remont jednego pokoju, a trzeba się zabrać jeszcze za dwa i odmalować przedpokój. Od tygodnia latam po mieszkaniu ze szpachelką i zastanawiam się, co by tu jeszcze zaklajstrować ;-)

Moziu nadal bezdomny (nie mamy jeszcze miejsca na klatkę) śpi obok nas przy wersalce.

Z wsi spokojnej wsi wesołej przeprowadziliśmy się blizej centrum i pierwsza moja obserwacja - mieszczuchy boją sie mojego psa ;-) Czasem nawet przechodzą na drugą stronę, żeby tylko minąć go z odległości.

W sumie to nawet dobrze, będę spokojniejsza na wiecznych spacerach.

I nie mogę się oswoić z tymi rozszczekanymi małymi pieskami na balkonach. Moziu wygląda przy nich jak dostojny pan pies, bo nawet jedną nutą ich nie uraczy, tylko patrzy, jak na wariatów ;-)

Mamy sporo (kiepskiej jakości, ale jednak) zdjęć, więc jak już dojdziemy tu do ładu z remontami, to postaram się je wrzucić.

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: poniedziałek 18 lip 2011, 16:08
autor: BasiaM
zybalowie pisze: Z wsi spokojnej wsi wesołej przeprowadziliśmy się blizej centrum i pierwsza moja obserwacja - mieszczuchy boją sie mojego psa ;-) Czasem nawet przechodzą na drugą stronę, żeby tylko minąć go z odległości.
Znam to doskonale. Na początku się przejmowałam bo przecież mam fajnego, łagodnego psa a większość się boi bo ... duży :niewka:
Z perspektywy czasu .. .jestem nawet zadowolona z takich akcji. Mamy cały trawnik dla siebie i ścieżki osiedlowe :D
Co odważniejsi sąsiedzi zaczęli podchodzić i zagadywać o moje dwa groźne psy :lol:
Teraz na widok kulającej się w trawie Cody i merdającego ogonem Uchatka uśmiechają się i nawet sami przywołują, żeby pogłaskać :silacz:
zybalowie pisze: I nie mogę się oswoić z tymi rozszczekanymi małymi pieskami na balkonach. Moziu wygląda przy nich jak dostojny pan pies, bo nawet jedną nutą ich nie uraczy, tylko patrzy, jak na wariatów ;-)
Bo to jest właśnie ogar. Pan Ogar.

Życzymy wszystkiego naj, naj na nowym mieszkaniu :piwko: Moziowi też :marzyc:

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: czwartek 21 lip 2011, 19:05
autor: Jotka
Ja też życzę szybkiej aklimatyzacji. Hm, ja co prawda mieszkam w zasadzie w samym śródmieściu - na szczęście nie spotkałam się z takimi strachliwymi reakcjami. Może dlatego, że u mnie w parkach psiarze w miarę kumaci i znają Korka od szczenięcia. Czasem któraś starsza pani zagai niepewnie, czy on aby nie jest groźny (mając jednak na myśli swojego pupila, nie siebie :gleba: ).
Uwielbiam te chwile, kiedy Korek mija dostojnie i kompletnie obojętnie szereg rozszczekanych maluchów. Ostatnio nawet jedna z właścicielek samokrytycznie stwierdziła: "Ujadają i ujadają, a on nic. Po prostu ma to w nosie!".
No i właśnie.

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: czwartek 21 lip 2011, 22:59
autor: zybalowie
Jeeeej, komputer wylazł z szafy, mamy wifi :happy3:

Czy remonty nigdy się nie kończą?
Dzisiaj zwieźliśmy ostatnią część mebli... masakra. Kilka godzin latania z piętra na piętro, a teraz- od nowa - magazyn. I skręcanie :zly2:

Skręcanie, malowanie ścian, malowanie łóżka (bo stare, używane i zupełnie nie pasujące do sypialni), podklejanie, wymiana okleiny, naprawianie szafy...

:uff:
Generalnie cała chałupa będzie urządzona siłą woli, bo z powodu braku funduszy musimy się zdać na pomyślunek własny ;-) Katalogi z pięknymi aranżacjami odpadają...

Moziu z powodu braku klatki dostał tzw. dywanik przechodni - czyli tam, gdzie leży dywanik, tam leży pies. :uff:

Wczoraj trafiłam na spacerze na sąsiadkę z kilkumiesięczną goldenką - och jaka była radość że "nie same knypki na tym osiedlu mieszkają!" :lol: I wymieniłyśmy się numerami telefonów, żeby razem wychodzić na spacery - bo psy oczywiście z miejsca się pokochały i wariowały jeszcze na smyczach.

Dobra, zaraz idę spać, bo po dzisiejszym dyganiu z meblami po piętrach czuję się jak połamana staruszka...

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: czwartek 21 lip 2011, 23:05
autor: BasiaM
Jotka pisze:Uwielbiam te chwile, kiedy Korek mija dostojnie i kompletnie obojętnie szereg rozszczekanych maluchów. Ostatnio nawet jedna z właścicielek samokrytycznie stwierdziła: "Ujadają i ujadają, a on nic. Po prostu ma to w nosie!".
No i właśnie.
:gleba:
Kiedyś szłam sobie z Uchatkiem. Na ławce siedziało kilka osiedlowych, wiekowych plotkarek.
Do ławki przywiązany był szczekający malutki piesek ( własność którejś z babć ).
Uchaty nawet nie mrugnął powieką :psiako:
Nagle usłyszałam za plecami " to chyba jest rasowy pies bo nie szczeka" :gleba:

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: piątek 22 lip 2011, 22:17
autor: wladekbud
BasiaM pisze:Kiedyś szłam sobie z Uchatkiem. Na ławce siedziało kilka osiedlowych, wiekowych plotkarek.
Do ławki przywiązany był szczekający malutki piesek ( własność którejś z babć ).
Uchaty nawet nie mrugnął powieką :psiako:
Nagle usłyszałam za plecami " to chyba jest rasowy pies bo nie szczeka" :gleba:
O, to ja słyszałem o związki rasowości z nietarzaniem się w kupach. Burza chyba jednak nie jest rasowa... :zly2:

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: sobota 23 lip 2011, 01:12
autor: Aszemi
wladekbud pisze:O, to ja słyszałem o związki rasowości z nietarzaniem się w kupach
rasowe to jeszcze nie jedzą i nie wydalają :tia:

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: poniedziałek 25 lip 2011, 00:14
autor: EiMI
Ale z Ećki kundel :fiufiu: :fiufiu: :fiufiu: Nie dość, że ujada zza płota tak, że niejeden wiejski stróżujący mógłby się od niej uczyć, to jeszcze tarza się we wszystkim, co jej się nawinie :gleba: Calvados najpierw patrzył na nią z ewidentnym niezrozumieniem i niedowierzaniem, ale potem zaczął naśladować... na razie jeszcze reaguje na zdecydowane :strach_2: :strach_2: NIE!!! :strach_2: :strach_2: Ećka niestety głuchnie w takich momentach :cwaniak:

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: poniedziałek 25 lip 2011, 22:31
autor: Aszemi
Salwa była cichutka do momentu jak urodziła szczeniaki- no to przecież jej nie zabronię pilnować przychówku- niestety tak jej zostało a Szajce dała przykład odgórny więc drą się razem :twisted:

Re: Mozart - pies przeprowadzakowy ;-)

: wtorek 26 lip 2011, 12:44
autor: zybalowie
No i stało się - koniec! :happy3: Dzisiaj już tylko wielkie porządki.

I stała się rzecz niesamowita:

Mozart bardzo się wyciszył w nowym mieszkaniu. Dzisiaj zostawiłam go na godzinę samego w pokoju - nie wydał z siebie ani pisku, po prostu spał w klatce. A jak otworzyła drzwi poszedł na chwile na balkon i ... wrócił do klatki :-)

Tak, jakby po całym tym szoku, kiedy wszystko stanęło do góry nogami, cenił sobie już po prostu święty spokój i znajome zapachy. Poza tym, od kiedy mamy kilka pokoi do dyspozycji i normą jest, że jakieś drzwi są zamknięte - przestał się tak strasznie kleić i reagować emocjonalnie na brak fizycznego kontaktu z nami.

Śpimy za zamkniętymi drzwiami a on w swojej klatce - i żadnego marudzenia nie ma.


Poza tym odkryliśmy świetne tereny spacerowe - zupełnym przypadkiem. Po prostu spotkałam na spacerze panią z posokowcem i podpytałam, gdzie w okolicy można puścić psa luzem. I okazało się, ze dosłownie za naszym blokiem jest spory uczelniany kompleks sportowy - każde boisko i kort jest ogrodzone. A najbliżej nas znajduje się duże, ogrodzone i nieużywane od lat stare boisko. Trawa po pas i stare, duże drzewa :-)

Przyszło mi nawet na myśl żeby zaproponować miastu zbudowanie tam oficjalnego wybiegu dla psów. Jest spory teren, jest już nawet solidne ogrodzenie - może ktoś wziąłby to pod uwagę i przychylił się do takiego pomysłu, skoro to miejsce od lat stoi nieużywane i zarasta trawą?

A z innej beczki - naprawdę zdumiewa mnie, jakie poruszenie wywołuje na osiedlu Mozart. Czasami przypomina to wręcz obawy paniki - małe pieski lądują na rękach, dzieci są zgarniane pod bok, ludzie przechodzą na druga stronę... Ło matko, tego jeszcze nie grali...

A sąsiadka z naszego piętra na widok Mozarta dosłownie odskoczyła pod ścianę... jakbym miała na smyczy co najmniej pitbulla :strach_2:

Za to starszy Pan z parteru (taki w starym, przedwojennym stylu starszy Pan w kapeluszu...) jest Moziem zachwycony i "Proszę Pani, jakie piękne imię" ;-) Kilka dni temu napadła nas z kolei jakaś starsza Pani, cała w skowronkach, bo od lat nie widziała ogara, a "to takie piękne psy" i "mój Boże, tak rzadko się je teraz widuje, a szkoda" :mrgreen:

I jeszcze jedna obserwacja z ostatnich dni - o ile tam, gdzie mieszkaliśmy poprzednio, psiarze byli zupełnie nie zintegrowani i na swój widok omijali się łukiem już z kilometra, o tyle tutaj wygląda to zupełnie inaczej. Jak spotykają się właściciele dwóch dużych psów to pada tylko sakramentalne pytanie: gryzie? Nie? A, to niech się pobawią. I to jest zdecydowanie bardziej w moim klimacie...

:uff: ufff, oswajamy się z wszystkimi nowościami. Jak tylko odkopię z kartonów kabelek do telefonu, to wrzucę w końcu jakieś zdjęcia :-)

p.s. chciałam się pochwalić, że jestem od teraz mistrzem świata w posługiwaniu się wiertarką. Kiedyś się bałam, a teraz już tylko: "to gdzie mam tę dziurę wywiercić" ;-P